98688
Book
In basket
Europa, która kapituluje przed terrorem, znak równości stawiany między 11 września a Auschwitz – w dziennikach z lat 2001-2009 Imre Kertész nie rezygnuje z wyrazistych i ostrych obserwacji współczesności. Jednak książka ta jest przede wszystkim brutalnie szczerym studium przemijania – choroby, starości, spadku kreatywności, a wreszcie i przede wszystkim – czekania na śmierć. Nie umiem skończyć pisania, nie umiem też zakończyć życia…, wyznaje Imre Kertész, prezentując kolejne zapiski po Dzienniku galernika i Ja, inny. Kronika przemiany, tym razem obejmujące lata 2001-2009. Wybitny pisarz z naukowym chłodem i dociekliwością, w charakterystycznym oszczędnym stylu przygląda się samemu sobie w ósmej dekadzie życia. W brutalnie szczery sposób opisuje siebie jako niewolnika własnej fizjologii, nękanego bezsennością, problemami z pęcherzem i nasilającą się chorobą Parkinsona. Ostatnia gospoda to także opis „ponoblowskiej” codzienności Kertésza. Z jednej strony – luksusowe hotele, drogie restauracje, zagraniczne wyjazdy, z drugiej – coraz wyższe oczekiwania czytelników, jakie wiążą oni z tytułem noblisty. Częste odczyty, spotkania autorskie, ale także bolesne ostrze krytyki, z którą musi się zmierzyć, i poczucie osamotnienia – to wszystko skutkuje spadkiem kreatywności i twórczym kryzysem, tym boleśniejszym, że potrzeba pisania jest dla niego absolutnie dojmująca. Kertész nie rezygnuje z wnikliwej obserwacji rzeczywistości, jego diagnozy stawiane współczesności nie tracą nic ze swej ostrości. Motywem przewodnim dziennika pozostaje jednak pisanie, które stanowi podstawowy cel i sens jego egzystencji, nawet w chorobie, nawet „w przedsionku śmierci”… (Rec. Wydawn.)
Availability:
Wypożyczalnia dla Dorosłych
All copies are currently on loan: sygn. 82(091) (1 egz.)
Notes:
General note
Tyt. oryg.: "A végsö kocsma" 2014.
Additional physical form available note
Dostępne także jako e-book.
Reviews:
The item has been added to the basket. If you don't know what the basket is for, click here for details.
Do not show it again